23 maja klasa 3a wraz z opiekunami, siostrą Kingą Bodek i panią Wiesławą Radosz, zebrała się o godzinie 6.50 na parkingu Korona, by w niewielkiej grupie, bo tylko 20-osobowej, wyruszyć na spotkanie z najdzikszymi górami w Polsce- Bieszczadami.
Podróż trwała kilka godzin, podczas których nie sposób było zapaść w sen, bo autokar wypełniały śpiewy i głośne rozmowy. Nim się obejrzeliśmy, dotarliśmy do  Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego im. Ignacego Łukasiewicza  w miejscowości Bóbrka.
Podczas oczekiwania na przewodnika, mieliśmy okazję obejrzeć niezwykłe eksponaty, m.in. drewniane miniatury urządzeń służących do pracy w kopalni. Spacerując po terenie muzeum, poznawaliśmy skomplikowany proces wydobywania ropy naftowej, a także życie i działalność Ignacego Łukasiewicza, co uatrakcyjniły nam pokazy multimedialne.
Wyczerpani podróżą dotarliśmy do Willi Zielone Wzgórze, gdzie po zakwaterowaniu się zjedliśmy wyczekiwany przez nas obiad. Nie był to jednak koniec atrakcji zaplanowanych na ten dzień. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy na przygotowane dla nas gry i zabawy na świeżym powietrzu.
Mieliśmy okazję postrzelać z łuku, przejechać się sugwayem, przeciągać linę oraz… rzucać siekierami! Dużo śmiechu dostarczyły nam też wyścigi w kilkuosobowym nartach, które wymagały współpracy i sprawnej koordynacji ruchów, co niestety okazało się być naszą piętą Achillesową…
Po skończonej zabawie spodziewaliśmy się powrotu do hotelu i przygotowania do ogniska, jednak czymże jest życie bez niespodzianek? Zanim napełniliśmy brzuchy kiełbaskami, uczestniczyliśmy we Mszy Świętej i nabożeństwie majowym.
Ognisko okazało się strzałem w dziesiątkę; głodni po wyczerpujących atrakcjach jedliśmy, aż nam się uszy trzęsły. Nie obyło się bez śpiewów i sesji zdjęciowej.
Po posiłku poszliśmy na krótki spacer, by poznać lepiej okolicę i pozachwycać się naprawdę cudownymi widokami, które zostały uwiecznione aparatem. Po powrocie rozpoczęliśmy przygotowania do snu, które rozciągnęły się do późnych godzin nocnych…
Następnego dnia po śniadaniu podzieliliśmy się na dwie grupy, bo pierwszym punktem dnia była przejażdżka samochodami terenowymi. Podczas gdy jedna grupa zachwycała się pięknem Bieszczad, druga czekała w zniecierpliwieniu na swoją kolej. A było na co czekać…
Przejażdżka trwała godzinę i zdecydowanie nie była przeznaczona dla ludzi o słabych nerwach. Kilkakrotnie przeprawialiśmy się przez San, wjeżdżaliśmy na naprawdę wysokie wzniesienia, którym towarzyszyły nierzadko okrzyki grozy, a przede wszystkim podziwialiśmy widoki. Mieliśmy okazję zatrzymać się przy kamieniołomie, na którym zrobiliśmy sesję zdjęciową, jak kozice hasając po olbrzymich skałach.
Po powrocie zjedliśmy obiad i zwarci i gotowi oczekiwaliśmy kolejnego punktu programu, którym było odnalezienie drogi do nieistniejącej już wsi Bereżnica. Tak jak poprzednio podzieleni na dwie grupy, przemierzaliśmy ostępy leśne, szukając znaków i ukrytych skarbów, przeprawiając się przez potoki i robiąc sobie selfie na łące.
Po dotarciu do celu, poznaliśmy historię wsi, która nie była przyjemna, mroziła wręcz krew w żyłach. Zmęczeni wędrówką ostatni raz przeszliśmy przez gęsty las i dotarliśmy do autokaru. I choć wszyscy zmęczeni byli wędrowaniem leśnym szlakiem, nie mogliśmy doczekać się czekającej na nas dyskoteki w pianie…
Po powrocie do hotelu doprowadziliśmy  się do porządku i  z ręcznikami w dłoniach dotarliśmy do miejsca, gdzie miała odbyć się impreza. Zabawa była przednia, i choć na początku nie wszyscy kwapili się do nurzania się w pianie wydobywającej się z zamontowanego na suficie urządzenia, to po godzinie trudno było znaleźć człowieka z suchą głową.
Wszystko co dobre, szybko się kończy. Dotarłszy do hotelu zaczęliśmy przygotowywać się do ostatniej nocy spędzonej w Bieszczadach. Wizja wyjazdu tak bardzo nas zasmuciła, że niektórzy przeciągali nocne rozmowy w nieskończoność…
Ostatniego dnia, po śniadaniu, z walizkami i plecakami weszliśmy do autokaru i ruszyliśmy w kierunku Muzeum Bojków, gdzie poznaliśmy historię i życie codzienne tego ludu. Podziwialiśmy przedmioty codziennego użytku, z zainteresowaniem obejrzeliśmy film opisujący Bojków i ich kulturę.
Następnym punktem wycieczki było zwiedzanie zapory w Solinie, do której wędrowaliśmy przez las. Przedarłszy się przez stoiska z pamiątkami i oscypkami, weszliśmy na zaporę, a widok zaparł nam dech w piersiach. Podczas spaceru podziwialiśmy piękne widoki, które nasi doświadczeni fotografowie uwieczniali na niezliczonych zdjęciach.
Podczas czasu wolnego niektórzy, konsumując lody i gofry, odpoczywali wpatrzeni w rzekę, inni wpadli w szał zakupowy i wydawali pieniądze na pamiątki. Po spacerze wsiedliśmy w autobus i dotarliśmy do Myczkowców, do Ogrodu Biblijnego, gdzie mogliśmy podziwiać niezwykłe rzeźby z każdej strony otoczone roślinami, przedstawiające sceny ze Starego i Nowego Testamentu.
Wreszcie nastał najbardziej wyczekiwany moment naszej wycieczki: obiad. Dotarłszy do restauracji w Myczkowcach spałaszowaliśmy pierogi z serem lub, zgodnie z upodobaniem, pierogi ruskie. Po posiłku wsiedliśmy do autobusu wiedząc, że był to ostatni punkt programu wycieczki w Bieszczady.
Do Kielc dojechaliśmy wieczorem, zmęczeni, ale szczęśliwi. Z pewnością wszyscy będą wspominać wycieczkę w Bieszczady z uśmiechem, gdzie choć na chwilę mogliśmy oderwać się od codziennych obowiązków i walki o oceny.

4.06.2018 Chcesz odpocząć- jedź w Bieszczady!